niedziela, 17 kwietnia 2016

Karcianka na kościach

Nie wiem, czy się już tym chwaliłem, ale prowadzę sandboxową kampanię w Earthdawnie. System jest ciężki mechanicznie, toteż musimy upraszczać różne rzeczy, żeby gra szła płynnie. Ponadto, z "piaskownicą" wiążą się dodatkowe reguły, wymagające stałej kontroli. Dziś pokażę Wam, jak wyglądają nasze karty postaci. 

Wiele razy czytałem wypowiedzi różnych erpegowych wyjadaczy, którzy twierdzili, że grywalność danego systemu łato ocenić po karcie postaci. Coś w tym jest. Karty do Earthdawna to bardzo często 3-, 4-stronnicowe nabite informacjami formularze. Ja osobiście używam kart wykonanych przez Ajfla, z tym że uzupełniam je poza grą. W czasie sesji takie klasyczne karty nie są zbyt wygodne, więc korzystamy z innych, mniejszych wzorów. Nie ma na nich informacji choćby na temat rozwoju postaci, wartości są podawane od razu w stopniach itd. Możecie je obejrzeć tutaj. Niżej opiszę, jak działają poszczególne moduły i skąd wpadłem na taki, a nie inny pomysł.

Notowanie ekwipunku
Jedną z zasad, którą kompletnie olałem w Earthdawnie jest kontrolowanie udźwigu bohaterów. Nie liczę kilogramów ekwipunku i już. Nie mam na to czasu, a graczom też się nie chce. Stosujemy inne rozwiązanie. Mianowicie, symbolicznie rysujemy wszystkie niesione przedmioty na kartach postaci. Jest to metoda, którą stosuję od kilku lat i jestem do niej przywiązany. Owe karty obecnie wyglądają tak:


Jak być może poznaliście to, co tu prezentuję, to tylko trochę przerobione karty Austina Breeda, stworzone do systemu Torchbearer. Myślałem kiedyś, żeby wykorzystać całą mechanikę udźwigu z tej świetnej gry, ale w końcu odpuściłem. W określaniu wielkości przedmiotów nie korzystamy aktualnie z żadnej szczegółowej rozpiski ile dany przedmiot zajmuje "slotów", tylko kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Wyjątek stanowią żelazne racje prowiantu. Uznajemy, że w każdej komorze mieści się 8 dziennych porcji. Jest to też jedyne miejsce, gdzie gracze kontrolują, ile mają jedzenia.

Kosmiczne karty statusu
Druga strona karty postaci wywodzi się stąd, że kiedyś używałem kart statusu stworzonych przez Kosmita, autora bloga KosmitPaczy (polecam, znajdziecie tam kupę fajnych rzeczy!). Później dostosowałem je do swoich potrzeb, pozmieniałem, podopisywałem różne rzeczy, a w końcu zacząłem drukować je na odwrocie kart z Torchbearera. Dziś wyglądają tak:


Karty akcji
Zapewne zwróciliście uwagę, że na powyższych wzorach nie ma niczego na temat zdolności bojowych BG. Jest to spowodowane faktem, że na sesjach używamy kart podobnych do tych, jakie kiedyś wymyślili Ajfel i Kosmit. Zebrane są tu informacje, które zwykle znalazłyby się gdzieś na karcie postaci. Chodzi w tym wypadku tylko o gadżet - nie kryje się za tym nowa mechanika walki, ani też nie ma to znaczącego wpływu na grę. Oczywiście, można się tym trochę pobawić. My np. konflikty rozstrzygamy często w ten sposób, że na początku rundy gracze wykładają zakryte karty akcji, a następnie losują inicjatywę. Wtedy wszyscy odkrywają karty, modyfikują swoje wcześniejsze zamiary (czasem kosztem ujemnego modyfikatora, zgodnie z zasadami), albo próbują twórczo zinterpretować daną sytuację i po kolei wykonujemy rzuty. Jest to o tyle fajne, że pojawiają się przy tym różne zabawne sytuacje i cały czas trzeba kombinować oraz opisywać detale starcia. Raczej nie opłaca się grać na zasadzie "to ja go tnę".

Być może zauważyliście, że  wszędzie pojawiają się u mnie okienka do zaznaczania, ile razy gracze skorzystali z danej umiejętności czy akcji. Znowuż jest to patent, który możecie kojarzyć z gier z rodziny Burning Wheel. W istocie, u mnie na sesjach podobne rozwiązania pojawiają się odkąd zacząłem grać w Zew Cthulhu. W Warhammerze i innych systemach też zawsze stosowaliśmy "ptaszki" przy umiejkach. Do Earthdawna moim zdaniem też to pasuje. Zwłaszcza, jeśli mówimy o działaniach, w których bierze udział magia. Jeśli gracz często korzysta z jakiegoś czaru, czy talentu to po kilku, kilkunastu razach zaczynają się pojawiać dodatkowe efekty, niezależnie od rozwijania poziomu danej kompetencji. Na przykład, jeśli  postać często rzuca na swój miecz czar Płomienne Ostrze, to po 12-krotnym powtórzeniu tej czynności miecz zaczyna się palić na zawołanie, bez potrzeby tkania wątków. Albo, jeśli bohater gracza któryś raz z kolei usiecze swoim toporem (nawet niemagicznym) jakiegoś potwora określonego gatunku, to następni jego przedstawiciele mogą zacząć uciekać na sam widok owego oręża. Broń, która przeleje krew iluś tam Dawców Imion może zostać obłożona klątwą. Etcetera, wiecie z grubsza, o co chodzi. Gracze mają frajdę, no i jest heroic.

Cały pakiet kart, z którego korzystają moi gracze, mieści się w zwykłej kopercie C5.


P.S. Karty akcji, przygotowane do druku można pobrać stąd.

P.S.2 Skoro czytacie tego bloga, to na pewno doskonale o tym wiecie, ale dla porządku przypomnę. Karty do różnych systemów możecie ściągać ze strony http://kartmistrz.tekronicum.pl. Polecam zaglądać od czasu do czasu, Jagmin ciągle dodaje coś nowego.

P.S.3 Do miski z karcianką dodałem jeszcze Kartę Drużyny. Smacznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz