To nie będzie wpis pod tytułem, jak wzorowo prowadzę kampanię w "piaskownicy". Z góry uprzedzam. Nie to, że się będę teraz odcinał od całej idei, która w założeniach jest mi bliska. Nie o to chodzi. W różnych kwestiach szczegółowych jeszcze nawet do końca nie wiem, na czym takie granie polega. Z resztą, nigdy nie było to dla mnie celem samym w sobie. Chcę wciągającej przygody dla graczy, która nie będzie mnie kosztować dużo wysiłku na co dzień. Chcę też dobrej opowieści, o której będziemy sobie później wspominać z zadowoleniem. Sądzę, że w tzw. Starej Szkole znalazłem pomysł na to, jak w mojej obecnej sytuacji zrealizować te marzenia, ale nie uważam się za retro-gamera. Jestem archeologiem z zawodu i mam po dziurki w nosie rekonstruowania staroci.
Dzisiejszy temat będzie nieco kontrowersyjny, bo będzie traktował o tym, jak prowadzący "sandboxa" może pomóc kształtować fabułę, jeśli się sama nie chce kleić. Potraktujcie to jako wynurzenia czeladnika, który już się napatrzył na piękne dzieła, ale jemu samemu jeszcze się czasem robota plącze w rękach.