Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Appendix N. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Appendix N. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2019

App.N: Moorcock na małym ekranie

Patrzcie, jaki news... (właściwie, to sprzed 2 tygodni). BBC Studios pracuje nad ekranizacją cyklu o Runestaffie Michaela Moorcocka. Nieźle, co?
Scenariusz pisze Steve Thompson (Sherlock, Dr Who). Produkcją zajmą się zaś Richard Stokes (Broadchurch, Torchwood) i John Yorke (Life on Mars). Reżysera, obsady, ani terminu jeszcze nie znam. Zekranizowane mają być ponoć wszystkie cztery książeczki serii. Ciekawe, co to z tego wyjdzie...


Ktoś czytał i podzieli się opinią? Ja to ostatnio chyba jeszcze w podstawówce... Niewiele pamiętam, ale na kolana mnie raczej wtedy nie rzuciło.

środa, 16 stycznia 2019

App.N: A. Merritt, cz. II - Alignments

Człowiek ma skłonność do myślenia dualistycznego. I tak jak w realnym życiu takie postrzeganie może  prowadzić na poznawcze manowce, tak w światach fikcyjnych bywa niekiedy rzeczą pożądaną. W literaturze może np. poprawiać przejrzystość zawiłej bądź mocno rozbudowanej narracji, a w grach odwrotnie - nadawać rozmachu i globalnego znaczenia rozgrywanym "tu i teraz" konfliktom.

W Pierścieniu Krakena (którą tą książkę zacząłem omawiać parę dni temu) mamy ustawioną bardzo prostą, a zarazem pojemną opozycję między odwieczną pustką kosmosu a życiem. Próżnia uosabiana jest tu przez Kalk'ru-Krakena. Była u początku Wszechświata i wszystko do niej z powrotem zmierza. Jest więc ona - zdaniem jej wyznawców - największą potęgą kosmosu. A zatem - to jej właśnie najbardziej "opłaca się" oddawać cześć. Kultyści Kalk'ru, mimo że rozumieją główny cel swojego bóstwa, ufają, że przypodobanie mu się zapewni im pomyślność. Pustynia Gobi znów zapełni się zielenią i dobrobytem a wierni Krakenowi Ujgurowie, czy też żyjący w Krainie Cienia Ayjirowie, odzyskają swoją dawną potęgę. To nie są więc tylko prymitywni niszczyciele i krwawi zabójcy, choć oczywiście ich metody działania są przeważnie okrutne i podejrzane, a wiara w opiekę Kalk'ru nad wyznawcami mocno naiwna.

Życie jest anomalią Wszechświata, nie pasuje do niego i rządzi się innymi prawami. Ma zdolność do ekspansji i oszukiwania czasu poprzez rozmnażanie, ale jest zarazem niezwykle kruche. Życie, nawet te na poziomie jednokomórkowym nie istnieje bez miłości. Nie dziwne więc, że jego czciciele w książce Abrahama Merritta traktują miłość (również tę fizyczną) jako lekarstwo na opanowującą niekiedy człowieka pustkę. Wyznawcami Życia są w tej książce przede wszystkim mali ludzie z Krainy Cienia oraz żyjąca wśród nich Evaile - uosobienie miłości.

Tego typu podział wartości moim zdaniem jak najbardziej nadaje się do zastosowania w RPG. Byłoby to coś ożywczego w stosunku do nieco już wyświechtanego konfliktu Prawa i Chaosu, stosowanego przeważnie dość bezrefleksyjnie w D&D czy Warhammerze. Podział na opozycję Pustka-Życie wydaje się być równie prosty do odgrywania postaci, do tworzenia charakterystyk enpeców i budowania wokół tych pojęć różnych frakcji jak Chaos-Prawo. Podobnie może być postrzegana na różnych poziomach - zarówno jako konflikt społeczny, czy antropologicznym jak i psychologiczny bądź duchowy. Szczególnie miodne mogłoby być jej zastosowanie w jakimś settingu hard SF. ...No tak, pewnie już ktoś to dawno wymyślił, tylko ja jeszcze po prostu o tym nie wiem. :)

W settingu, który teraz piszę ustawiłem kwestię stronnictw/światopoglądów/dywizji/porządków (czy jak to zwać) nieco inaczej. Może niebawem o tym opowiem. A jak tam u Was? Stosujecie w swoich światach jakieś proste czy wręcz dualistyczne podziały systemów wartości? Takie, którym podlegają potęgi rządzące światem i które mogą odpowiadać za konflikty moralne równie mocno jak i te militarne? Jak się to sprawdza?

sobota, 12 stycznia 2019

App.N - A. Merritt, cz. 1

Czytam sobie właśnie Pierścień Krakena (oryg. Dwellers in the Mirage) Abrahama Merritta. Jest to jedna z pozycji wymienianych przez Garry'ego Gygaxa w słynnym Appendixie N, czyli liście książek, którą współtwórca D&D zestawił jako swoje główne źródła inspiracji. (Załącznik ten znajduje się w pierwszoedycyjnym Dungeon Master's Guide.) Czyli, jakby nie patrzyć, temat wiąże się z RPG.

Przyznam, że ani o tej książce, ani o jej autorze nic nie wiedziałem, kiedy wypożyczałem ją z biblioteki. Ot, punkt na liście, zobaczmy co to jest. Na okładce polskiego wydania półnaga pani w czarnej koronkowej czapce obściskuje koncerz wbity w ziemię, a w tle pali się ogień w kominku (nota bene grafika nie pasuje tu kompletnie ani treścią, ani klimatem). Pewnie jakieś dedekowe fantasy, co nie?...
Nic z tych rzeczy.

To jest stare dobre przedwojenne wierd fiction. Niektórzy powiedzieliby - "pulp". Dwóch wędrowców, Norweg Leif Langdon i Indianin Tsantawu wędrują po Alasce i znajdują zaginiony świat. A ściślej mówiąc, Krainę Cienia - ukrytą w głębokiej dolinie między górami, ogrzewanej gorącymi źródłami i osłoniętej pod grubą warstwą dwutlenku węgla tworzącej rodzaj lustra. Dolinę porasta prehistoryczny wilgotny las, zamieszkany przez rywalizujące ze sobą plemiona i groźne endemiczne zwierzęta. 

Wędrowcy nie znaleźli się tu przypadkowo. Leif, przyjaźniący się z Indianinem od dzieciństwa, brał parę lat temu udział w wyprawie badawczej na pustyni Gobi. Zamieszkujący ją Ujgurowie uznali go wtedy za inkarnację ich bóstwa Khalk'ru i przeprowadzili go przez pewien straszliwy rytuał. Od tego czasu boryka się z nawiedzającymi go wizjami i coraz bardziej czuje w sobie czyjąś złowrogą obecność. W Krainie Cienia przyjdzie mu zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem.

Nie jestem nawet w połowie książki, ale już mogę wstępnie powiedzieć, co mi się tu podoba, a co nie. Na plus na pewno można zaliczyć język. Dużo tu ładnych, barwnych, choć nie przegadanych opisów. Czyta się to szybko i lekko. Tłumaczenie Anny Bańkowskiej jest póki co bardzo udane. Rozdziały są krótkie, rozwój akcji ma dobre tempo i ani na moment nie wieje nudą. Przygody są niezwykle egzotyczne, ale mimo wszystko dość wiarygodne. W porównaniu z taką np. Podróżą do wnętrza ziemi  J. Verne'a (którą czytałem co prawda strasznie dawno) jest to o wiele lżejsza i łatwiejsza w odbiorze lektura.

Wkurza mnie główny bohater. Och, jaki jestem niezwykle silny i dobrze umięśniony. Mali Ludzie głaszczą mnie z podziwem po moich długich nordyckich blond włosach. Ten olbrzym niemal dorównywał mi wzrostem. Mam dar błyskawicznego uczenia się języków. I jeszcze celnie strzelam i świetnie znam się na geologii!... Ja wiem, że to takie czasy i taka konwencja, ale i tak nie mogę się powstrzymać od zgrzytania zębami.

Ogólnie rzecz biorąc lekka i wciągająca proza, z jakąś tam ciekawą (dla mnie) treścią.
No nic, tyle na dzisiaj. To miała być tylko taka mała zajawka. Do Pierścienia Krakena pewnie jeszcze tu wrócę. Chyba, że się wcześniej znudzę i rzucę książkę w kąt. Ale na to na razie się nie zanosi. Tymczasem!