piątek, 10 lutego 2017

Gdzieś między piaskownicą a starą podstawówką



Uwaga! Poniższy tekst powstał jako odpowiedź na komentarz do wpisu Adama, prowadzącego bloga Konkwistadorzy Chałwy. Komentarz ten, autorstwa osoby podpisującej się jako Królik, został (niestety) szybko usunięty, wraz z odpowiedziami. Padło w nim kilka zastrzeżeń wobec wszelakich staroszkolnych poradników, niektóre były nawet trafne. Pojawiło się tam również stwierdzenie (dokładnie nie przytoczę), że instrukcja dla graczy autorstwa Adama jest be, a artykuły z Inspiracji i moje są lepsze (sic!). Wynikało z tego (tak mógł ktoś to odczytać), że na Innych Światach piszę artykuły na temat staroszkolnego grania w roleplaya.
Adamowi i jego ekipie życzę udanej, długiej kampanii! Królikowi dziękuję za wyrazy uznania. (Królik - lubię czasem usłyszeć inne zdanie. Jakby co nie krępuj się i ładuj komentarze poniżej!).
 

Wobec faktu zdjęcia komentarza poniższa notka zrobiła się nieco bez sensu. Napisałem ją w konkretnym kontekście, na szybko i pod wpływem nagłego impulsu. Ostatecznie zdecydowałem się ją jednak zostawić tak jak jest (usunąłem tylko pierwszy akapit) - jako odprysk historii i głos w nieistniejącej dyskusji. Ot, takie kuriozum, dziwadełko.



Ostatnio pojawiło się w naszej blogosferze kilka poradników pisanych w punktach (dekalogów itp.), skierowanych dla graczy początkujących w tzw. Oldschool RPG. Wszystkie poniższe szczerze polecam:

- dekalog gracza pisany przez Ojca Kanonika – tekst ten, mimo skrótowej formy, niemal wyczerpuje temat i dziś byłby pierwszą rzeczą, jaką poleciłbym nowym osobom w OSie (poza artykułem Matta Fincha);
- instrukcja, jak przetrwać sesję u Kuglarza – tu autor co prawda odżegnuje się od Starej Szkoły, ale do niej w interesujący sposób nawiązuje i z niej czerpie;
- dekalog Rudolfa – właściwie założenia, jakie Rudie stawia przed swoimi przyszłymi graczami w nowej kampanii, jednak pisane ze świadomością, że tekst będzie publicznie komentowany (odpowiedź na Inspiracjach, nie w kij dmuchał);
- poradnik do grania w Metamorphosis Alpha – zredagowany przez Seji’ego, skierowany zarówno dla graczy, jak i prowadzących (przydatny nie tylko do MmA);
- 9 ostrzeżeń Adama – pisany konkretnie dla swoich graczy, posługujących się tym samym kodem i czujących dokładnie, gdzie autor przymyka oko.

Pod ostatnią z powyższych list zostałem niejako wywołany przez Królika. Postanowiłem jednak nie spamować Adamowi na blogu - bo raz, że odpowiedź mi się rozrosła, a dwa, że tamto to była raczej prywatna notka, skierowana do konkretnych osób.

Otóż, zdaję sobie sprawę, że dla części odbiorców mogę być kojarzony ze środowiskiem retrogamerów. Czytam sporo starych gier i inspiruję się nimi. Sporadycznie czytam raporty z początków istnienia hobby, oglądam mapki, wyszukuję artykuły ze starych czasopism i zinów. Wreszcie, czytam blogi poświęcone Starej Szkole Grania, ogromnie lubię piszących na nich autorów oraz czerpię pomysły z ich twórczości pełnymi garściami. Co gorsza, nie ukrywam też – jakkolwiek by ta deklaracja nie zabrzmiała dziwnie i jakby mogła się komuś nie spodobać – że uwielbiam niektóre teksty kontrowersyjnego Jarla frå Oslo, czemu z resztą już nie raz dawałem wyraz.

Pomimo powyższych faktów, chciałbym dobitnie zadeklarować, że sam NIE ZAJMUJĘ SIĘ rekonstrukcją, dekonstrukcją, ani nawet obstrukcją starej szkoły grania. Nigdy nie było to moim celem. Jestem w tej kwestii ignorantem (nie przeszkadza mi to), a w dodatku mam zerową praktykę. W rozrywce skupiam się na tym, co tu i teraz. Nie prowadzę na swoich graczach eksperymentów naukowych, a styl prowadzenia kampanii dostosowuję wyłącznie do ich upodobań oraz do moich ograniczeń czasowych.

Grzebaniem w starociach zajmuję się na co dzień w pracy, dostaję za to kasę i mam tego, uwierzcie, powyżej uszu. W dodatku, lata 70. to nie są dla mnie dawne dzieje. Urodziłem się w tamtej dekadzie, słucham nieustannie muzyki z tamtych lat, na półce stoją książki wówczas wydrukowane itd. Brodę (bawełnianą oczywiście) noszę od 20 lat – nie imponuje mi oldschool, retro, zużyte pulowerki po dziadku (noszę takie od dzieciństwa), ani żadne pieprzone hipsterskie mody. To tak, żeby wszystko było jasne. ;)

Co takiego widzę przeto w starym stylu grania, że korzystam z niego, nawet jeśli akurat sięgam po zupełnie nowe gry? Poniższe punkty nie wyczerpują tematu, piszę jedynie o tych sprawach, o których w tej chwili pamiętam:
  1. Podejście do RPG jak do zwykłych gier, bez wielkiej wczuwy, wielkich przygotowań i wielkich ceremonii.
  2. Mniejszy udział „aktorskiego” odgrywania postaci, przy jednocześnie zwiększonej roli dokładnego opisywania wykonywanych przez nich czynności.
  3. Szybki, dynamiczny i opisowy sposób rozgrywania starć, przy czym wystarczająco jednak konkretny i zabójczy, nawet jak na mój gust.
  4. Fajne zasady prowadzenia eksploracji dziczy (mój ulubiony temat w RPG).
  5. Przeświadczenie o tym, że dobre gry się nie starzeją – o ile się w nie rzeczywiście gra i nie podchodzi do nich jak do prawdy objawionej, albo jak do źródeł historycznych.
  6. Świat i fabuła powstające w wyniku działań postaci graczy, a nie narzucone przez nastawionego na zysk projektanta.
  7. Rozgrywanie długaśnych kampanii na jednym, choć zmieniającym się systemie.
  8. Podejście do graczy/ prowadzących/ nabywców podręczników jak do dorosłych ludzi (nawet jeśli nie mają 18 lat, nie o to chodzi).
  9. Jasno określone role uczestników zabawy przy stole. Arbiter sam odpowiada za pilnowanie reguł. Gracze sami odpowiadają za los swoich bohaterów - itd.
  10. Bardzo wyraźnie widoczny progres w umiejętnościach samych graczy, a nie tylko w potędze awansującej drużyny.

(Cholera jasna – wyszło 10 punktów, naprawdę nie chciałem...) Jak widzicie, to są w istocie dość prozaiczne sprawy, nie ma tu wielkiej filozofii. Ułatwiają mi życie i powodują, że dalej zajmuję się erpegami, mimo coraz szybciej uciekającego czasu. Ale jeszcze raz powtarzam – nie gram w oldschoola. Nie należę do żadnego klubu, nie mam nic wspólnego z OSRem i nie zamierzam nikogo w tych sprawach pouczać.

Bardzo się cieszę, że niektóre moje teksty komuś się przydały. Po to je tu wrzucam i po to tracę na nie czas. Nawiązuję tu konkretnie do wypowiedzi Królika, która mnie tyleż ucieszyła, co zapaliła lampkę ostrzegawczą. Ostatnio podobnych sygnałów otrzymałem z resztą więcej. Piszę to też w kontekście nadchodzącego artykułu, zredagowanego nieco „poradnikowo” i w dodatku na temat pewnej starej gry (przerobiłbym go teraz, ale mi się nie chce).
Super, że tu zaglądacie i że korzystacie z zamieszczonych tu materiałów. Ale pamiętajcie – TO NIE JEST BLOG O STAREJ SZKOLE. Ani blog almanachowy.
To tylko blog wiecznie błądzącego erpegowca.

22 komentarze:

  1. :D Super artykuł, właśnie opisałeś SWOJE faktyczne zmagania i przemyślenia ze Starą Szkołą, anie pierdololo na temat "bo mi się wydaje". Nie usuwaj tekstu, jest bardzo dobry jak ja "kontrowersyjny" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. P. S. Brodę mam tez dwie dekady jakoś, mniejsza /większą ale zawsze jest ze mną - oczywiście bawełnianą ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. P. P. S. Piłem z Sedżajem - nie taki straszny i kontrowersyjny, jak go malują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to dobrze! Słyszałem plotki, że potrafi bez dania racji zabić postać piorunem kulistym, drąc przy tym jej kartę na strzępy ze srogą miną,
      po czym z rozbrajającym uśmiechem stwierdzić - "Żartowałem. I tak miałeś 1 HP, a od wczoraj nie uzupełniałeś wody w bukłaku."

      @kontrowersyjny
      Miało być "niejakiego Jarla", ale uznałem, że "kontrowersyjny" bardziej Ci się spodoba ;)

      Usuń
    2. Nie wiem, co ja tu robię. To Jarl jest ten kontrowersyjny. ;)
      PS. GIŃ! :P

      Usuń
  4. Tamten komentarz był napisany podobnie jak ten artykuł - w przypływie emocji. Bym się odniósł inaczej do niego, gdyby było napisane w pierwszym zdaniu "To tekst dla przeznaczony dla moich graczy". Pewnie dużo mnie bluzgów bym napisał, o ile bym coś napisał.

    A moje spostrzeżenia (niestety smutłem, że nie dałem rady przeredagować komentu przed jego zniknięciem)
    1. Często listy mające pomagać graczowi wejść w mentalność i sposób grania w stare gry, są napisane z założeniem, że są to idioci. To uwłaszcza czytelnikowi, jego współgraczom i poniekąd też autorowi, ponieważ zapomniał on, że kiedyś on też zaczynał.
    2. Stare gry i nowe wbrew pozorom i tezom stawianym przez starą i nową szkołę, są bardzo podobne. Premiują dokładnie te same zachowania oraz sposoby gry. Bardziej zmieniła się mentalność graczy, ale nadal jak przeczytać podręczniki takich gier jak Dungeons and Dragons 4ed czy FATE CORE to zachęcają one i premiują działania w stylu starej szkoły.
    3. Gra Gygaxa i Andersona to bubel. Ale najważniejszy bubel dla naszego hobby. Cieszmy się, że od jednego bubla zaczęło się pisanie setek, o ile nie tysięcy gier i światów, które zapewniają nam zabawę.
    3'. Wolałbym naprawdę zagrać w stare dedeki wykorzystują zasady, której wargame z okresu dla walki, a reszte brać na logikę i rozum.
    4. Punkt o łapówce z jedzenia dla REF. Czy musze tłumaczyć dlaczego mi się zapaliła czerwona (kolejna) lampka.

    Reszty nie pamiętam. Nawet jak patrzę na tą listę nie umiem sobie jej przypomnieć.

    Tekst dla mnie w porównaniu do Inspiracji, blogów zagranicznych i w końcu twoich tekstów Oelu wypada blado. Zdaje sobie sprawę, że to co piszesz niewiele ma wspólnego z starą szkołą grania, ale też wiekszość ruchu OSR ma niewiele z nią wspólnego. Uwielbiam te teksty jednak ponieważ przypominają mi się czasy kiedy grałem najwięcej (właśnie w Dedeki 4ed) i gdzie nam chodziło o wyzwanie, dresczyk emocji, zwiedzanie lochów, itd. Dziś patrząc przez pryzmat lat i doświadczeń uważam, że ten sposób gry mnie jara, ale potrzebuje innych reguł niż np. Ojciec Kanonik (bardziej skodyfikowanych).

    P.s Lista Konkwistadorów była dobry tekstem jakby nie patrzeć - wywołała dwie spontaniczne, prawdopodobnie obie (mogę mówić tylko za siebie) reakcje. Ale jako pomoc dla nowych graczy spoza ich grona jest kiepska.

    P. P. S. https://www.youtube.com/watch?v=uzEVAMIvJG8 <-wywiad z jednym z pierwszych REF/DM na świecie, który dalej gra. Ma fajne spostrzeżenia na temat jak zmieniało się nasze hobby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Królik, poczytaj opowieści ekipy rythlondar i innych wariantów OD&D z pierwszej połowy lat 70. W ogóle super, że się tym interesujesz. Przymknij oko na moje bluzgi ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Królik - hej!
    Dzięki za przypomnienie. Tamten oryginalny komentarz (nie licząc ataków na Adama) jednak bardziej mi się podobał. Było tam coś jeszcze o przyznawaniu pedeków, prawda?

    Z tymi punktami częściowo się zgadzam.
    Może nie do końca z tym, że FATE i D&D4 to to samo, co 3LBB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Originalny koment przepadł niestety. Przeszukałem strony archiwizujące i coś pogmerałem w dev-view posta, ale niestety nic nie znalazłem. Może to i lepiej?

      Brakuje moje objawienie z PD za wydawanie złota na zainteresowania postaci. Jako czytacz uważałem, że są one przyznawane za zabijanie potworków i wynoszone złoto z lochów.

      Oba systemy, które podałem nigdzie nie piszą, że są tylko wskazówkami. Są twardymi zasadami to fakt. Wymagają innego system mastery, ale gdy się je osiągnie, podobnie jak 3LBB, można robić dokładnie to co się chce z nimi.

      FATE jest zbudowany na zasadzie, że i tak sobie go dostosujesz. Dzięki temu ma aktywną i dużą społeczność wokół siebie.

      D&D4ed odważyła się napisać i zrobić niewygodne rzeczy dla wielu ludzi (jawnie napisać o rolach postaci podczas walki, zmienić balans z czasowego, czyli czarodzieje na początku ssą, a potem stają się bogami, a wojownicy odwrotnie, na stały, gdzie mniej więcej wszyscy są równi (prócz Seekera)), ale sama zachęca do zabawy tym frameworkiem jakim jest. Na 42 stronie oryginalnego wydania Player Handbook (je posiadam) napisane jest, aby zmodyfikować moce lub umożliwić wykorzystanie nieistniejące, ale wprost wynikających z kompetencji postaci, jeżeli deklaracja i opis akcji je popierają. W Dungeons Master Guide 2 jest kilkanaście ramek i stron poświęconych temu jak można bez problemu stworzyć nowe rasy, klasy, potwory właściwie w kilka sekund do kilku minut zmieniając kilka szczegółów lub podmieniając kilka zdolności na inne. Wizardzi nie odważyli się na mocniejszy krok w stronę MtG (proste zasady podstawowe, resztę zbudować na wyjątkach). Niestety zamiast rozwijać 4ed wrócili do 3ed i jej problemów (5 edycja to niestety potworek po dłuższych oględzinach).

      W ilości i jakości tekstu oba systemy są inne od 3LBB, ale gra się w nie podobnie. Najważniejsza różnica to napisanie w nich rzeczy, które w pierwszym erpegu były pisane w domyśle i ukryte między wierszami :)

      Usuń
    2. @3LBB, FATE i D&D4
      Ciężko mi dyskutować, bo nie znam dobrze żadnej z tych gier. Zwróciłbym jednak uwagę na 2 rzeczy. Kruchość i śmiertelność postaci, zwłaszcza na pierwszych poziomach - to raz. Arbitralność decyzji arbitra - to dwa. Może nazwijmy to bardziej elegancko: wzięcie pełnej odpowiedzialności za sprawiedliwość reguł przez sędziego.

      Te dwie rzeczy mają gigantyczny wpływ na sposób zachowania się graczy na sesji. Zupełnie inne jest też źródło ich zadowolenia z gry.


      W takim OD&D, jak mechanika kuleje, to arbiter jest winny i koniec. Jeśli ciągle ginie twoja postać, to sam spaprałeś sprawę. W nowych grach, jeśli coś się ciągle nie udaje, np. drużyna za wolno się rozwija, albo fabuła się nie klei, po prostu kupujesz inny system, lepiej sprofilowany pod oczekiwania grających. To są wszystko tylko erpegi, wiadomo, że są podobieństwa. Ale różnice w sposobie grania są ogromne. Jeśli podejdziesz do 3LBB jak do FATE'a to ci nie pójdzie. I odwrotnie pewnie też.

      Nie wiem, czy ja to dobrze tłumaczę. Pewnie ktoś bardziej obeznany by to lepiej wyłożył.

      Usuń
    3. Co do śmiertelności postaci masz rację - postacie w DND4ed i Fate są bardzo trudne do zabicia od tak, jednym ciosem.

      REF posiada pozornie większe kompetencje od DM/GM, jednak narzucają na niego też dużo większy ciężar przygotowania/pracy przed sesją, jak i podczas niej. Możliwość wspólnego pilnowania zasad i przypominania sobie o nich zmniejszyła próg wejścia w RPG. I to znacząco. Wcześniej ktoś musiał cię wprowadzić, bo było to zbyt słabo opisane w instrukcji (pody) lub zbyt obce.

      W obu przytoczonych systemach jednak istnieją długofalowe konsekwencje w tych grach inne niż strata postaci. W FATE to Consequences (tymczasowe aspekty), które zostają z postacią na sporo czasu (Sesje, scenariusz lub kampanie). Mogą być one wykorzystywane (Compel) przez przeciwników lub GM do psucia życia postaci. W przypadku DND4ed nie jest to do końca wyjaśnione, jednak każda porażka w teście niesie za sobą konsekwencje (strata Encounter/Daily power, utrata złota lub ekwipunku, wyłączenie pewnych opcji). Dodatkowo, choć postacie są silne i nie zdarzyło mi się jeszcze ściągnąć żadnej na 1 cios jak w wcześniejszych i późniejszych edycjach, to walka 1 vs 1 z potworkiem na tym samym levelu skończy się śmiercią postaci gracza. W porównaniu z innymi Dedeczkami gra wymaga dużo więcej planowania od strony gracz, gdyż potwory w wielu przypadkach od początku do końca mają przewagę nad PC (ich zdolności odnawiają się na odpowiednich wynikach kości k6, mają więcej akcji, ich obrony są bardzo wysokie, itd).

      Usuń
    4. OK, dzięki za wyjaśnienia.
      Z tym większym ciężarem położonym na barki prowadzącego, to trochę się zgadzam. W czasie sesji OS sędzia musi dużo myśleć, a przez to musi być w formie i być skoncentrowany. Łatwiej spaprać sprawę.

      Z ilością przygotowań, to już nie koniecznie. Dużo zależy od podejścia, ale samo przygotowanie lokacji (loch, moby itp.) jest tysiąc razy mniej pracochłonne w O/BD&D, niż w takim choćby d20 (Czwórki znam tylko z lektury starteru).

      Usuń
  7. "Komentarz ten, autorstwa osoby podpisującej się jako Królik, został (niestety) szybko usunięty, wraz z odpowiedziami."

    Przytaczam komentarz skoro jest istotny dla treści tego posta.


    "Czytam kolejną wersje listy "Njuskulowcu tak się gra w prawdziwe RPG". I kolejny raz widzę kilka rzeczy, które mnie denerwują w tych listach:

    1. Przyjęcie na start, że wszyscy gracze to idioci. Skoro uważacie swoich znajomych za idiotów to czemu z nimi gracie? Chyba, że wszyscy są idiotami, to wtedy nikt nie jest.

    2. Obowiązkowe "Staroszkolne granie różni się od nowoszkolnego, bo...". Gówno prawda. Polega na dokładnie tym samym. Graliście może w DND4ED? Tak tą planszówkę. Życzę powodzenia bez zdrowego rozsądku i logiki. Tak tyczka, odpowiedni ekwipunek, najemnicy i cała reszta też się przydaje. FATE? Przecież to uproszczone i ujednolicone zasady pierwszych gier RPG (nic w nim nie ma innowacyjnego, tylko jest tak przedstawione). Motywacje postaci? A co mi kurna zabrania zrobienia ich w innych systemach? Zasady? ONE O TYM PISZĄ W PRODRĘCZNIKU, ZAMIAST PISANIA TEGO W INTERNETACH PRZEZ KILKU GROGRARDÓW I OSROWCÓW.

    3. Z pierwszym punktem się zgadzam. Wolałbym rozgrywać walki na zasadach bitwniaka, a reszte logiką załatwiać niż grać w potworka jakiego stworzył Gygax i Anderson (szanuje ich, ale ich gra ssie nawet na ówczesne standardy).

    4. Szósty punkt to kpina. Może jeszcze łapówki w kopertach dawać? Przychodzę po to by grać, a nie wielbić kumpla który został REF. Jakbym miał takiego kumpla to bym przestał się z nim zadawać.

    5. Nie wiedziałem, że za motywacje dostaje się EXPy (pokrętnie, bo przez wydawanie hajsów, ale za motywacje). Myślałem, ze za wynoszone z lochów złoto i pokonywanie potworów. No cóż, coś nowego znalazłem pośród tych punktów.

    Ogólnie 3/10, bo uważam, że dekalogi Inspiracji, artykuły Oela i blogi zagraniczne są dużo lepiej zorientowane w temacie niż ekipa tutaj. Lista ubliża czytelnikowi. I zniechęca od podjęcia próby zagrania w stare gry (bo starą szkołe to będę miał jak znajdę REF, który grał w 1974-75, a nie kiedy kilku mądrali napisze o tym w internecie). "


    Usunąłem komentarz, ponieważ:
    - jest arogancki (“Życzę powodzenia bez zdrowego rozsądku i logiki”)
    - jest niepotrzebnie prowokacyjny (“Szósty punkt to kpina. Może jeszcze łapówki w kopertach dawać?”)
    - działa mi na nerwy ("Jakbym miał takiego kumpla to bym przestał się z nim zadawać"),
    - używa retoryki "gówno prawda" (“Obowiązkowe "Staroszkolne granie różni się od nowoszkolnego, bo...". Gówno prawda.”),
    - sugeruje, że autor powiedział coś, czego nie powiedział ("Czytam kolejną wersje listy "Njuskulowcu tak się gra w prawdziwe RPG"")
    - zawiera nieprawdziwe informacje (o OD&D - "gra ssie nawet na ówczesne standardy", jakie ówczesne standardy?!)
    - nie przedstawia argumentów na poparcie większości zawartych w nim sądów (“Lista ubliża czytelnikowi. I zniechęca od podjęcia próby zagrania w stare gry (bo starą szkołe to będę miał jak znajdę REF, który grał w 1974-75, a nie kiedy kilku mądrali napisze o tym w internecie”)
    - Królik pisze recenzję i wystawia ocenę wyliczance dla graczy przed nową kampanią (serio?)

    Przeszkadza mi nie tyle merytoryczna niedoskonałość, co agresywny ton wypowiedzi Królika. Takie komentarze będę usuwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Rozumiem powody, dla których komentarz został usunięty. Szkoda mi go było - nie z racji tonu, w jakim został napisany - ale dlatego że widziałem w nim potencjalny zalążek dyskusji (choć faktycznie miejsce było nieodpowiednie).

      Jeśli ktoś uważa za stosowne wymienić teraz na ten temat poglądy (bez pyskówek) - to zapraszam do komentarzy. Sam podłączę się w wolnej chwili... Najprędzej wieczorem.

      Usuń
    2. Adamie zacznę od tego, że przepraszam. Jak rano przeczytałem ponownie komentarz to było mi wstyd (lekcja na przyszłość - nie pisać komentarzy po ciężkim dniu pod wpływem emocji). Zanim zdążyłem go zredagować i poprawić, zniknął.

      O poście dowiedziałem się z Błękitne świtu, gdzie był przedstawiany inaczej niż okazało się w rzeczywistości. Twoje poprzednie wpisy lubie i są bardzo merytoryczne. Ten wydawał się "kompletnie od czapy". Skierowany był do innych osób niż zakładałem (twoich graczy, a nie ogółu) przez co jego ocena u mnie spadła w dół plus emocje podskoczyły.

      Prawdopodobnie oberwałeś też rykoszetem od kilku flejmów, w który ostatnio uczestniczyłem, które zaczynały jako merytoryczne dyskusje o podobnych rzeczach (różnicach miedzy grami i zasadami na przestrzeni lat, co można wyciągnąć z innych gier, plus kilka o konkretnych systemach) Za co też przepraszam.

      P.s. Mam nadzieje, że nie dostanę bana, bo dobrze się ciebie czyta :)

      Usuń
    3. Królik, nie żywię urazy

      Usuń
    4. @Królik

      "O poście dowiedziałem się z Błękitne świtu, gdzie był przedstawiany inaczej niż okazało się w rzeczywistości."

      ??? Jeśli masz na myśli to, że linkowałem do "Konkwistadorów", to nie linkowałem (choć bloga śledzę, fajny). Za to tego samego dnia wrzuciłem info o moim tekście o oldskulu na k6trolli.pl. Może pomyliłeś wpisy i chciałeś mój tekst zjechać, a oberwało się Adamowi? ;)

      Usuń
    5. @Seji dopiero teraz zauważyłem przeskok. Jak przez agregat się wieczorem przeszukuje blogosfere to takie złe babole się pojawiają. Nie zauważyłem, że to nie ten link czytam i...

      ADAMIE JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM...

      Usuń
  8. Ja skomentuję. Nie mam żadnych zastrzeżeń do Adama, jako do "Senseja Andergrandu". Kampania Konkwistadorów była rozgrywana około 4 lat i stale zasady działania były doskonalone. Nie wnikam tak jak Wy w same technikalia systemu, bo dla mnie liczy się rozgrywka czyli to, co robię ja z kompanią i co otrzymujemy od MP. Starych DnD obawiam się o tyle, że chęci i pragnienia heroizmu będą ograniczone, wydaje mi się że nawet zniwelowane przez ułomność i niedoskonałość postaci. Dodatkowo Adam, nie wiem, czy te sesje nie będą polegały na znajdowaniu sobie jedzenia, próby wzniecenia ognia itp. No, ale zobaczymy, jutro powinniśmy wystartować z nowym (starym) systemem. Piotrek Gromnir

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje obawy są uzasadnione, OD&D nie jest heroiczne w tym sensie, jaki pewnie masz na myśli. Ciężko byłoby w OD&D na przykład wcielić się w postać w Minsca i przeżyć kilka sesji. Jeżeli jednak heroizm rozumieć jako walkę z wrogiem, który stanowi realne zagrożenie i w każdej chwili może cię zabić, OD&D zdecydowanie pozwoli spełniać "pragnienia heroizmu". Możliwe, że na wyższych poziomach OD&D będzie heroiczne w "minscowym" sensie.

      Dobra sesja nie musi umożliwić realizacji "pragnienia heroizmu". Sesje Matraszka nie były "minscowo" heroiczne, ale bardzo nam się podobały.

      Usuń
  9. Nie znam się to się wypowiem ;)
    Mam wrażenie, że środowisko nie dorosło do zaakceptowania odcieni szarości na osi njuskul <-> oldskul. Zresztą wielu MG, korzystających z różnych szkół i tak się na tej osi nie zmieści. Ale do sedna - próbowałem uprawiać "retro" przez jakieś 1,5 roku (2009-2010) i ani ja się dobrze nie bawiłem ani tym bardziej gracze. Nie chodzi o same 3LBB tylko o zwyczajne, ludzkie nawyki. Dlatego odpowiedziałem sobie na pytanie "Co mnie kręci w oldskulu?", Odpowiedź brzmiała: "nie muszę przygotowywać fabuły (w sensie liniowego scenariusza)". No i "gra toczy się sama, ja tylko sędziuję."
    Gram (choć przede wszystkim prowadzę) RPGi 21 lat - wszystkie możliwe historie zostały już na moich sesjach opowiedziane. Zmienia się jedynie sceneria, imiona, tempo. Reszta już zawsze gdzieś była. Nawet jeśli nie na sesji to w książkach i filmach. Bez nieliniowości, którą ukradłem z oldskula pewnie bym już od 7 lat nie grał w RPG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Wiesz co? W tą skalę szarości, o której mówisz jest o tyle trudno się wstrzelić, że sam „njuskul” jest właściwie niezdefiniowany. Czyli masz opozycję: oldschool i coś, co nie jest oldschoolem. Czyli coś mocno nieokreślonego. W tym jednym rację miał ostatnio von Mansfeld, że krytyka nowoszkolnego grania (ode mnie: kości myślące za gracza, settingomania) przeważnie nie uwzględnia istnienia gier powstałych w ostatnich latach i nawyków, których one uczą.
      Mój punkt odniesienia, to początek lat 90. i ówczesne próby ogarnięcia tematu łupania w erpegi w naszym grajdołku. Systemy, które wówczas wydawano, były lepsze i gorsze, ale miały jedną cechę – źle uczyły podstaw. Jako niereformowalny reprezentant owego pokolenia spoglądam zarówno na starsze, jak i nowsze praktyki z zazdrością, wręcz z poczuciem gorszości. To jest dla mnie właśnie miejsce spotkania
      Starego z Nowym – lata 90. Skala szarości… Zaiste. ;)

      A tak na marginesie, panie Nie Znam Się, jedziesz na zjAvę tylko na niedzielę, czy pojawisz się wcześniej?

      Usuń